Dzień dobry wieczór ;)
Ehh... Szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła! No ale znalazłam czas na dłuuugi pragraf. Mam nadzieje, że wam się spodoba ;) A i sorki za błędy. Ale to było tak długie, że aż mi się nie chce tego wszystkiego poprawiać ;) A teraz żegnam bo muszę dać wakacje moim raczkom.
Dzień 5
Nieśmiało próbujesz dotknąć piekną istotę. Pytasz z niedowierzanie "Ty istniejesz na prawdę?" Dotykasz nieopisywalnie delikatną skórę. Zrobiło ci sie gorąco. "Tak jestem prawdziwa." Zachichotała cicho. Odskakujesz od niej jak poparzony. "Kim jest Gale?" pytasz z zazdrosna nutą. "Ahh.. Gale.. Najszybsza istota latajaca tej ery. Straszny samotnik. Tylko mi nie mów, że jestes zazdrosny." chichocze. "Chciałbym wiedzieć o Tobie chociaż w połowie tyle co Gale. Jesteś bardzo tajemnicza i mówisz zagadkami... Czy my się kiedyś nie spotkaliśmy?"- pytasz się Rose."I to pewnie nie raz..." odpowiada, puszczając ci oko. "Gdzie i kiedy ? Nie przypominam sobie." Słyszysz meoldyjny śmiech. "Ty nie ale za to ja tak. I to doskonale"-oznajmia. "Czy to ja jestem mężczyzną którego szukasz dla Gale`a ?" Przez moment westchnęła."Tak szukałam ciebie.Ale nie dla Gale'a.Tylko dla kogoś innego..."- mówi patrząc sie w dal. Drżysz ze strachu. 'Co tu się dzieje?"-pytasz się drżącym głosem. "Dzieje sie wiele. Ale zanim sie dowiesz to sie uspokuj"- mówi wyjątkowo spokojnym tonem. 'Myslisz, że to takie łatwe?!"- podnosisz lekko głos. Czujesz musnięcie delikatnej dłoni na szyji. Łapiesz ja i przyciskasz do swojego policzka. Jest kojaco ciepła. Kobieta z gracją staje za tobą. Czujesz jej ciepły oddech i drugą dłon masującą twoje ramie. Przesuwasz jej dłoń delikatnie na usta, całujesz ją. "No, no odwazny jesteś."-słyszysz ciche mrukniecie przy uchu. Szybko sie odwracasz. Pewnie łapiesz ja w talii i przyciągasz do siebie. "Jesli mnie szukałaś, proszę oto jestem." Słyszysz śmiech. "Nie wiedziałam, że jesteś taki uroczy. Jakbym to wiedziała na pewno zaczęłabym ciebie szukać o wiele wcześniej" "Mówiłaś że Gale jest najszybszą latającą istotą... Czy ty też potrafisz latać ?"- pyatsz się z zaciekawieniem. "Niestety, nie...Ale bardzo bym chciała" Czujesz jak kładzie ci głowę na ramieniu. Głaszczesz delikatnie jej kruczoczarne włosy i szepczesz do ucha: "Rose, jestem tutaj, nie musisz się już o nic martwić. Znalazłaś mnie, nie uciekam, jestem przy Tobie. Teraz możesz mi już wszystko powiedzieć." "No, no mój ty Romeo. Czy przypadkiem nie za bardzo się spieszysz? Tego jest tak wiele, że nie byłbyś wstanie to wszystko ogarnąć. Po za tym muszę się odnaleźć w tym świecie najpierw. Wciąż się gubię. A przecież nie mogę przez cały czas żyć wśród drzew." Wzdycha cicho. "Znowu mówisz zagadkami. A ja chciałbym Cię lepiej poznać. Wiedzieć kim jesteś. Co tu robisz i przede wszystkim, dlaczego wybrałaś mnie? Czy zdajesz sobie sprawę z tego że jesteś nieziemsko piękna? Sama Twoja obecność powoduje że jest mi gorąco i pragnę Twojego dotyku.. Ale wybacz nie chciałem Cię urazić" Odsuwasz się od niej. Chichocze cichutko. I.... czujesz delikatne usta na policzku. Toniesz w zapachu róży i fiołków. "Jesteś bardzo uroczy. Lecz nie mogę odpowiedzieć, czemu akurat ty. To nie ja wybierałam. Ale masz mi pomóc w odnalezieniu kilku ważnych osób dla naszego świata." Od zapachu i pocałunku aż zakręciło ci się w głowie. Zajęło ci chwilę aby wrócić do siebie. Lekko przytomnym glosem mówię : "Z wielką chęcią Ci pomogę, chociaż nie mam pojęcia czym, ani tym bardziej gdzie, jest Twój świat. Jestem do Twoich usług, znajdźmy te ważne osoby.... Przepraszam, gdzie moje maniery, nawet się nie przedstawiłem.. ale Ty zapewne i tak znasz juz moje imię"- po chwili dodajesz zmieszany. "Opowiedz mi o sobie. Nie jestem wszechwiedzacą. Wiem tyle ile zdążyłam zauważyć, że jesteś wyjątkowo uroczym i przystojnym facetem. Jesteś też odważny a to się liczy."- mówi z usmiechem. "Nie jestem nikim niezwykłym. Ale miło mi że za takiego mnie uważasz. Mam na imię Gabriel. Jestem malarzem i poetą. Może już widziałaś moje obrazy? Może słyszałaś czytałaś moje wiersze? Nie jestem sławny, ani bogaty. Nie czuję się nikim ważnym.. Właściwie to nie czułem się, do teraz."- oznajmiasz nieśmiało. "Uwielbiam sztukę. Sama szkicuje naturę. Mam mnóstwo szkiców roślin i istot z mojego świata. Dlaczego czujesz się dopiero teraz wyjątkowy? Każdy jest wyjątkowy na swój sposób. A malarze i poeci zwłaszcza. Maja piękna, artystyczna duszę." "Zawsze uważałem że to co robię nie ma większego znaczenia. Że nie uda mi się zmienić świata. Wiem że to młodzieńcze , naiwne ideały, ale kierowałem się nimi przez dłuższy czas. W ostatnich miesiącach coraz bardziej wypełniała mnie pustka i niemoc. Wiedziałem że czegoś mi brakuje.. Teraz już wiem czego (patrzysz sugestywnie w jej oczy). Może nie uda mi się naprawić i uratować mojego świata... Ale może uda nam się pomóc Twoim ludziom." Widzisz jak zaczyna powoli podchodzić do ciebie. "To bardzo dobrze, że chcesz mi pomóc. Nie znam twojego świata. I trochę się go boje..." "Nie masz się czego bać. Będę Twoim przewodnikiem. Najpierw trzeba Ci znaleźć dach nad głową. Wszystkiego Cię nauczę."- wyciągasz rękę w jej kierunku. Chwyta ją w delikatnym uścisku. Jakby motyl wylądował ci na dłoni. Uśmiecha się do ciebie."Dziękuję ci za to, że chcesz mi pomóc." Delikatnie trzymasz jej rękę , aby przypadkiem nie spłoszyć ponownie tak pięknego motyla który uraczył ciebie swoim dotykiem. "Chodźmy najpierw do mnie, Czy ty potrzebujesz snu i jedzenia?" "Tak. Nie jestem zjawą mówiłam ci o tym."-oznajmia z usmiechem. "Więc chodźmy coś zjeść. Na pewno jesteś głodna. Prześpisz się u mnie w łóżku. Skoro cały czas żyłaś w lesie musisz być bardzo zmęczona. Później znajdziemy Ci bardziej przytulny kąt. Jak długo planujesz zostać w naszym świecie?" "Dopóki nie znajdę moich towarzyszy. Są teraz normalnymi ludźmi i nic nie pamiętają. Nie wiem ile zajmie mi przekonywanie ich do tego by poszli za mną. Musza to zrobić dobrowolnie."- wzdycha cicho. "Czy ja.. .jestem jednym z nich ?" "O tym się przekonamy wkrótce. Może się okazać że będziesz tym wyjątkowym gościem w moim świecie."- puszcza ci oko. "Znowu mówisz zagadkami.. Chyba będę musiał do tego przywyknąć. (Cały czas prowadzisz ją w kierunku domu) Czego zdążyłaś się dowiedzieć o naszym świecie ? Wiesz że w naszym świecie nie ma... to znaczy nie było magii. Tutaj rzeczywistośc jest szara i nieciekawa."- odpowiadasz lekko się usmiechając. "I wybacz jeśli mówię niezrozumiale. Północne spotkania przy fontannie nie są dla mnie codziennością. Plącze mi się jezyk, to pewnie przez ciebie." "Schlebia mi to."-oznajmiła usmiechając sie uroczo. Wiem że macie prace, pieniądze..." "Tak pieniądze... O tym lepiej żebyś się dowiedziała w ostatniej kolejności...Próbowałaś naszego jedzenia?" "Nie.."- odpowiada ci nieśmiale. "W takim wypadku zapraszam Cię na Ravioli ze szpinakiem i riccotą - na pewno Ci posmakuje. Ugotuje Ci kolacje. Co Wy jecie w swoim świecie?" "My jemy na przykład szafirowe łososie w ziołach z gór smoczych.Wiem, wiem.Dla ciebie to abstrakcja"- oznajmia z uśmiechem."Brzmi równie nieprawdopodobnie co pysznie. Mam nadzieję że następnym razem to ja będę gościem w Twoim domu i przyrządzisz mi najlepsze szafirowe łososie pod słońcem"- mówisz z usmiechem(W międzyczasie dochodzicie do domu) Otwierasz jej drzwi kluczem i zapraszasz szerokim gestem do środka. Wchodzi delikatnie i z gracją do środka. Rozgląda się po pomieszczeniach z zaciekawieniem. "Poznaj mojego psa. Spokojnie nic ci nie zrobi. Wabi sie Pluto. Czy wy trzymacie u siebie w świecie jakieś zwierzatka domowe jako towarzyszy ?" "U nas są nawet osoby które potrafią sie zmieniać w takie stworzenia jak Pluto." "A może Pluto to jeden z Twoich towarzyszy ?Pluto - poznajesz Rose ?"- pytasz sie żartobliwie."Nie no na pewno nie."- mówi chichocząc. Zauważasz, że Pluto zaczyna się łasić do jej płaszcza. Zdejmuje go A pod nim skrywa się piękne i delikatne kobiece ciało. W tym momencie robisz się czerwony jak cegła i zaczynasz się jąkać."Po-po-pozwól że-że od-od-od wieszę Tw-tw-twój płpłpłaszcz." Uśmiecha się i daje ci płaszcz. "Ro-rozejrzyj się się po-po mieszkaniu. (Powoli wracasz do siebie) Po południowej stronie znajduje się moje małe studio - znajdziesz tam niektóre moje obrazy." Gdy odchodzi odprowadzasz ją rozmarzonym wzrokiem. Znika w kuchni. Kiedy do niej wchodzisz widzisz jak przegląda przyprawy i dodatki kuchenne."Oprowadzę Cię później, teraz czas na bardziej materialne potrzeby, duchowymi zajmiemy się później. Chodź popatrzysz jak u nas robi się jedzenie. (Zabierasz się do roboty. Wyjmujesz mąkę wodę i jajka i mieszasz.) Widzisz to jest ciasto z którego robimy ravioli - trzeba je teraz trochę ugnieść. Spróbujesz ?" "Jasne." Podchodzi do ciebie. Przez moment muskając twoje ręce. Łapiesz ją za dłonie i kieruje do miski z ciastem, następnie razem ugniatacie masę aż robi się trochę bardziej twarda i nie lepi się już do dłoni. Następnie bierzesz wałek i trzymając ją za dłonie pokazujesz "Teraz musimy je rozwałkować - a później ulepimy z niego ravioli - czyli małe poduszeczki" Widzisz jak z gracją wykonuje to co jej pokazujesz niemal identycznie. Już skończyliście przygotowania. Widzisz, że jest bardzo utalentowana kucharką. "Może chcesz skorzystać z łazienki? Pewnie długo siedziałaś w tym lesie i na pewno lepiej sie poczujesz kiedy zrobisz sobie kąpiel."Tak, z wielka checia się ogarnę." "A masz jakieś ubrania na zmianę ze sobą? Nie widziałem żebyś miała coś ze sobą.."- oznajmiasz niesmiale." Ahh.. Dziękuje, że mi przypomniałeś. Oczywiscie, że mam ze sobą ubranie zapasowe." Podchodzi do wieszka z peleryna. Okazuje sie, że w wewnetrznej stronie płaszcza jest ukryta kieszonka z złożonym, białym pakunkiem. Oprócz niego jeszcze wyjęła czerwono-złotą czszczotkę do włosów z wygrawerowanym lisem o dziewięciu ogonach." No dobrze teraz mozesz mi wskazac gdzie jest łazienka. I spokojnie dam sobie radę sama. Z tego co wiem to nie ma stanowczej róźnicy pomiędzy naszymi a waszymi łazienkami"- mówi, śmiejac sie przez moment. Zarumieniony prowadzisz ja do łazienki. "Przyszykuje kolacje a w tym czasie ty się przyszykuj. Nie musisz sie spieszyć."- dodajesz szubko i równie prędko wychodzisz. Wykozystujesz czas na nakrycie stołu białym obrusem. Wyjmujesz najładniejsza zastawe w róże i wychodzisz do ogrodu. Często narzekałeę ,że róże twojej sąsiadki bez przerwy rozrastaja się po twojej stronie podwórka. Teraz w duchu dziekujesz sobie za to że ich nie ściąłeś. Bierzesz jedną. W pracowni znajdujesz kawałek czerwonej wstążki. Kładziesz ja Przy miejscu dla Rose. Szybko przebierasz się w ładniejsze ubranie. Kiedy wchodzi do pokoju jest ubrana:
Ledwo co udało ci sie nie zemdleć na ten widok. Z zachwytem spojżała na stól. "Ale pieknie to wygląda. Aż nie chce się nic z tąd ruszać. Chociaż potrafa pachnie kusząco." Spojrzała na ciebie." Ty tez wyglądasz świetnie. A nawet i lepiej."-puszcza ci oko. "Nie tak pieknie jak ty."- stywierdzasz patrząc na jej wręcz idealne proporcje ciała. I jej długie nogi.. "To może zacznijmy juz jeść, głodna jestem."- obudziła cię z stanu rozmarzenia. "Ja w też."- odpowiedziałes szybko. Odsunałeś krzesło przed Rose. Z uoczym uśmiechem usiadła za stołem. Kiedy juz zająłęś miejsce koło niej. Jedząc od czasu, do czasu spoglądałeś w strone kobiety. Z nienagannymi manierami i gracją jadła ravioli. Nie mogłeś oderwać od niej wzroku. Ale w momętach gdy spogladała na ciebie, szybko przenosiłes wzrok na talerz. "Pyszne rzeczy gotujecie, albo ty jestes bardzo dobrym kucharzem."- stwierdziła. "Wydaje mi sie, że zasmakowała ci po prostu nasza kuchnia. Ze mnie nie najlepszy kucharz.."- odparłeś. "Oh. Nie powinieneś mieć tak niskiej samooceny o sobie." Po dłuższej rozmowie kolacja oficjalnie dobiegła końca. Rose w stała z miejsca z różą. Również odeszłes od stołu. Podeszła do ciebie z kwiatem w ręku. "Dziekuję ci za to że tak dla mnie sie starasz. Choc na to w ogóle nie zasłużyłam.." Połorzyłeś jej palec na ustach. "A mi sie wydaje, że takiej pieknosci sie nie odmawia. A teraz chodź pokarzę ci gdzie będziesz spać." Wziałeś ja za ręke i zaprowadziłeś ją do swojego pokoju." Proszę tutaj bedziesz przez pewien czas spać. Ja posprzątam po kolacji." "Ja ci z chęcią pomogę. Prosze daj mi choc w małym stopniu odwdzięczyć"- poprosiła posyłając błagalne spojrzenie, któremu nie mogłes sie oprzeć. We dwójkę po skończeniu pracy poszliście spać. Ty rozłozyłes sobię tapczan w pracowni. Przy okazji ogarniając panujący tu bałagan. W nocy, coś cię wyrwało ze snu. Szybko zerwałeś sie do pozycji siedzącej. Zobaczyłeś w ciemnosciach, że to Rose. "Przepraszam, nie chciałam ciebie wystraszyć. Miałam zły sen. I boje sie teraz bys sama..."- Spojrzała na ciebie smutnym wzrokiem.





